Certus blog


Kryzys po polsku
29.10.2010
Adrian Horoszczak

Ekonomiści są zgodni, że koniec poprzedniego roku był czasem, kiedy „największy kryzys naszych czasów” kąsał już światowe gospodarki z diametralnie mniejszą siłą niż kilka miesięcy wcześniej. Czołówki gazet triumfalnie ogłaszały „początek końca kryzysu”, a wśród inwestorów można było zaobserwować ostrożny optymizm. Do tej pory trwają jednak spory czy w Polsce kryzys rzeczywiście nastąpił.
 
Jeśli wziąć pod uwagę reakcję naszego rynku oraz panikę jaka w tamtym czasie nastąpiła, można pokusić się o stwierdzenie, że Polskę kryzys dotknął tak, jak żaden inny kraj. Wraz z pierwszymi sygnałami spowolnienia gospodarczego instytucje finansowe bardzo ostro potraktowały ryzyko niewypłacalności podmiotów gospodarczych i osób fizycznych oraz poważnie ograniczyły akcję kredytową. Przestano udzielać kredytów hipotecznych na 100% wartości nieruchomości, a pożyczek udzielano dopiero po ostrej selekcji. Zdusiło to rozwój rynku nieruchomości oraz ograniczyło wzrost konsumpcji. Na szczęście, polskim konsumentom nie udzielił się światowy pesymizm i w znacznie mniejszym stopniu ograniczyli oni swoje zakupy.
 
Mimo wielu przykładów z zagranicy, gdzie spora ilość instytucji wymagała dokapitalizowania, a część z nich została nawet znacjonalizowana, polskie banki wcale nie były w takim stopniu zagrożone niewypłacalnością, a udział złych kredytów w ich portfelach był diametralnie mniejszy. Nie ma wątpliwości, że należało ostrożniej podchodzić do kwestii udzielania kredytów, jednak czy aż takie zaostrzenie polityki kredytowej było w naszej sytuacji ekonomicznej niezbędne? Nie sposób ocenić ile obiecujących przedsięwzięć nie doczekało się realizacji z powodu braku możliwości pozyskania kapitału na rozwój.
 
Dzisiaj o kryzysie już się prawie nie mówi, a jego skutki nie są już tak odczuwalne. Na rynkach znów panuje optymizm, a indeks WIG20 odrobił już ponad połowę strat. Być może gdyby nie tak ostra reakcja polskiego sektora bankowego spowolnienie gospodarcze miało by dużo mniejszą siłę.
 

Trudno odpowiedzieć na pytanie zadane w pierwszym akapicie jednak jedno wiadomo na pewno. Nic tak nie ustrzeże nas przed podobnym scenariuszem w przyszłości jak zdrowy rozsądek (panaceum na wszelkie dolegliwości) zarówno po stronie sektora bankowego jak i prywatnego.

projekt i realizacja: muso.pl